Biuro Odbudowy Stolicy „kulinarnie”

Zapach i smak czasów odbudowy? To woń gotowanej kapusty, która w porze obiadowej królowała na ulicach i wśród ruin – tak zapamiętał Warszawę z 1945 r. włoski dziennikarza Alceo Valciniego. Tego autora, i jego zapachowe skojarzenia z powojenną rzeczywistością, przywołał Grzegorz Piątek w książce pt: „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944-1949” (Wydawnictwo WAB).
 
Ciekawe informacje o historii kulinarnej można czasem znaleźć w zaskakujących miejscach. Po raz kolejny zdałam sobie z tego sprawę przeglądając tę książkę. Jej premiera odbyła się na wiosnę, kilka dni przed początkiem pandemii, ale do mnie dotarła dopiero pod koniec wiosny. Czekałam na tę przesyłkę z niecierpliwością – bieżący rok to jubileusz 75. rocznicy powstania Biura Odbudowy Stolicy (BOS). To biuro projektowe zostało powołane dekretem Krajowej Rady Narodowej 14 lutego 1945 r. i dziś jest uważane za jedną z największych instytucji tego typu w historii urbanistyki. I właśnie o tym jest „Najlepsze miasto świata”.
 
Każdy varsavianista może o BOS można opowiadać bez końca bo jego rola w nadaniu powojennej Warszawie układu urbanistycznego i kształtu architektonicznego była ogromna. Decyzje i działania podejmowane przez biuro do dziś budzą emocje oraz dostarczają materiału do kolejnych książek i artykułów. To prace o architekturze, urbanistyce i ludziach związanych z BOS. Oczywiście te zagadnienia są również omówione w książce Grzegorza Piątka. Ja wyczytałam gastronomiczny aspekt działalności BOS i sugestywny opis włoskiego korespondenta, który przytoczyłam na początku tego posta.
 
Na ul. Chocimską dotarłam dopiero we wrześniu. To był piękny, słoneczny dzień a ja biegałam po mieście z listą miejsc do sfotografowania do kulinarnych projektów. W centrali BOS, ulokowanej w modernistycznej kamienicy pod numerem 33, działała pracownicza jadłodajnia. Powojenne menu było proste, ale ludzie nie grymasili. Na śniadanie była kawa i pieczywo a na obiad zupa i kluski. Żeby zjeść, pracownicy biura musieli mieć sztućce oraz kubki lub miski, ale nie wszyscy mieli własne. Anna Czapska, która pracowała przy zabezpieczaniu Łazienek, wspomina jak z koleżanką przy jedzeniu dzieliły się jedną łyżką – i to w dodatku łyżką do sosów. Poza tym każda miała własny kubek do zupy. 
 
 
 
wiosna-jesień 2020
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s