[PL] Mój wenecki karnawał: maski, wenecjańscy separtayści i lwy w miękkich pancerzykach

Buongiorno Signora Maschera! Luty 2016: karnawał w Wenecji, się rozpoczął. Przypomniała mi o tym bardzo wcześnie rano koleżanka Magdina Przybylska kaskadą zdjęć kolorowych masek i kostiumów. No cóż, jak balowałam na karnawale 2008 też traciłam poczucie czasu, choć nie tylko za sprawą hucznej zabawy. Było jedzenie i picie, ale było też odkrywanie lokalnych sekretów: spotkania z wenecjańskimi separatystami, którzy stworzyli rząd Najjaśniejszej Republiki oraz szukanie lwów „w miękkim pancerzyku”. 

Po pierwsze primo, karnawał w Wenecji. Zabawa szczyci się średniowieczną metryką, a dziś to dobrze rozwinięty biznes rozrywkowy z dyrektorem artystycznym zarządzającym obchodami. To też moment, kiedy Wenecja się budzi z krótkiego, zimowego odpoczynku od najazdu turystów. Przynajmniej tak było w  2008 r., kiedy dzięki stypendium włoskiego Ministerstwa Kultury spędziłam na lagunie niezapomniane 8 miesięcy.

W listopadzie i na początku grudnia Wenecję ma się tylko dla siebie. Turystów nie ma zbyt wielu, a hotele i restauracje ogłaszają „mini” wakacje. Dzieje się w mieście dopiero na sylwestra, ale prawdziwy sezon turystyczny wybucha z początkiem karnawału. Według danych opublikowanych przez Comune di Venezia, podczas karnawału 2010 r. zanotowano średnio 8797 dziennych przyjazdów; w 2011 r już 11104. Mój karnawał 2008 jest uważany za komercyjnie mniej udany, ale i tak były tłumy – co widać na załączonych obrazkach.

I było fajnie! Nie wynajęłam kostiumu za horrendalne pieniądze – cały karnawał przechodziłam w zwykłej czarnej baucie i zielonym trójgraniastym kapeluszu (tak, tak – bauta to cześć męskiego kostiumu, ale w końcu karnawał to rzeczywistość na opak). To doświadczenie ukrycia się za maską i obserwowanie świata incognito było niesamowite – polecam je każdemu. Karnawał w Wenecji – to jedna z tych rzeczy, które warto zrobić, nawet wtedy, kiedy nie lubi się laguny w pełni sezonu turystycznego.

Najjaśniejsza Republika to idea wiecznie żywa, nawet poza karnawałem. Szukając różnych interesujących różności trafiłam na Najjaśniejszy Rząd Veneto: Veneto Serenissimo Governo, separatystów, którym udało się wskrzesić Wenecką Republikę. Przynajmniej na parę godzin.

„Trzy dni dni przed dwusetną rocznicą upadku Republiki Weneckiej, 9 maja 1997 roku, we wczesnych godzinach rannych grupa członków Veneto Serenissimo Governo (VSG) opanowała Piazza San Marco. Udało im się tego dokonać miedzy innymi za pomocą pojazdu opancerzonego nazwanego Marcantonio Bragadin 007, który został przetransportowany do centrum miasta na pokładzie porwanego promu samochodowego. Celem akcji VSG było uwolnienie części terytorium Republiki Weneckiej spod okupacji Republiki Włoskiej. Misja zakończyła się częściowym sukcesem: bojowników VSG ujęły służby prawa i porządku państwa włoskiego a w efekcie przeprowadzonego śledztwa oraz procesów zasądzono im wyroki sześciu i czterech lat więzienia. Jednakże przez parę godzin nad centralnym placem Wenecji dumnie powiewała flaga z kroczącym lwem św. Marca oraz inicjałami VSG” ciąg dalszy mojego artykuły opublikowanego w Forum Artis Rhetoricae na stronie wydawnictwa DIG (link poniżej).

Intensywna eksploracja wenecjańskiej tożsamości często prowadziła mnie między bibliotekami, spotkaniami podejrzanych aktywistów, a lokalami gastronomicznymi, bo przez większość wiosny 2008 szukałam: leoni lub granchi in moeca. Lwy „w miękkiej skorupce” to jedna z form ikonograficznych lwa św. Marka, a więc symbol Wenecji. Chodzi o podobiznę lwa, który kończy się jak ślimak, takim „mazem” zamiast tylnich łap i ogona. Lew wygląda więc jak wenecjańskie moeca, co po we włoskim standard oznacza moleca czyli właśnie „miękką skorupkę” i odnosi się do wiosennego lub jesiennego przysmaku: młodych, miękkich krabów. Smakują laguną: morzem, algami i smakują obłędnie. Można je jeść po prostu z patelni z odrobiną czosnku lub zielonej pietruszki, albo lekko panierowane. Zdjęć z konsumpcji nie mam, ale po powrocie do Polski napisałam artykuł o wenecjańskich lwach św. Marka.

Co czytać:

Między retoryką a „action directe” – argumentacja historyczna w programie Veneto Serenissimo Governo, „Forum Artis Rhetoricae : acta quater in anno edita in quibus historia, ratio ususq. rhetoricae tractantur. 1733-1986”, 2008, nr 3/4, s. 85-92: do poprania cały numer: http://www.dig.pl/strony/FAR_14-15_tekst1066.pdf

Lew św. Marka czy św. Marek jako lew? Problemy identyfikacji i klasyfikacji symbolu Republiki Weneckiej, [w] Lwy w heraldyce i sztuce europejskiej : międzynarodowa konferencja historyczna, Gdańsk, 23 października 2008 = Lions in heraldry and art in Europe : international historical conference, Gdańsk, Poland, 23 October 2008, s. 46-51.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s