Urżnąć się na Tarzana. Antoni Słonimski na pokładzie M/S Piłsudski

W Gdyni gwarno i rojno. Parę dni temu przyjechał pierwszy polski okręt oceaniczny. – Antoni Słonimski jest wśród pierwszych pasażerów M/S Piłsudski i spisuje swoje przeżycia – Świetnie odbył swą pierwszą podróż i prezentuje się wspaniale. Stoimy wszyscy na pokładzie. Orkiestra gra hymn. Turbiny ryczą. Okręt dygocze. Ruszamy.

Rok 2025 to Rok Antoniego Słonimskiego. Ustanowiony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, ma on uczcić 130.rocznicę urodzin tego wybitnego poety, pisarza i publicysty. Dla mnie, jako kogoś, kto bada związki historii z kulinariami,postać Słonimskiego jest fascynująca – szczególnie, gdy możemy zajrzeć na jego talerz. A gdzie lepiej szukać smaków tamtej epoki, niż na pokładzie dumy polskiej floty: M/S Piłsudski?

Felietonista w pracy

Reportaż z podróży Gdynia – Nowy York otwiera serię tekstów Antoniego Słonimskiego, które na przełomie 1935/1936 regularnie ukazywały się na łamach „Wiadomości Literackich” – w ramach cyklu „Listy z Ameryki”. 15 września 1935 r.poeta zaokrętował się na M/S Piłsudski na pierwszy liniowy rejs nowego polskiego transatlantyka. Statek dotarł do portu w Gdyni 12 września – płynął prosto ze stoczni w Treście, gdzie został zbudowany.

M/S Piłsudski budzi ogromne zainteresowanie – Słonimski pisze, że nie było wtedy w Gdyni żadnego wolnego pokoju i musiał nocować w Gdańsku. Siedmiopokładowy nowoczesny statek pasażerski to duma II Rzeczpospolitej, jej władz i obywateli. Ciążyły na nim poważne obowiązki – miał dostarczać komfortu podróżnym i jednocześnie reprezentować Polskę na morzach i oceanach. Oto jak pisano o rozbudowie polskiej floty handlowej w „Morze” (1935, nr 8): Polska bandiera handlowa, to najlepszy środek propagandy gospodarczej, politycznej i kulturalnej na całym świecie […] Polska bandiera handlowa to najlepszy, bezpośredni łącznik pomiędzy Macierzą, a wielomilionową rzeszą Polaków na obczyźnie, dla których statek polski staje się częścią widzialnej, dzisiejszej Ojczyzny.

Słonimski miał informować czytelników „Wiadomości Literackich” na bieżąco jak nowy transatlantyk wypełniał te ambitne zadania. Niema tu pretensjonalnego przepychu, ale każdy szczegół urządzenia wnętrza jest przemyślany i zaprojektowany przez artystów. Salon i sale jadalne są rozwiązane znakomicie. Zarówno pod względem architektonicznym jak i czysto malarskim jest to z pewnością jeden z najpiękniejszych okrętów oceanu. Poeta zwracał uwagę na demokratyzację luksusu: Kabiny trzeciej klasy niewiele się różnią od klasy „turystycznej”. Niema tu przykrego kontrastu między wspaniałością pierwszej klasy a nędzą pomieszczeń podpokładowych. Pasażerowie trzeciej klasy mają bary i piękną jadalnię, mają kino dźwiękowe i doskonałą kuchnię. Usługa jest znakomita. Nawet w kabinach działo się coś wyjątkowego: W każdej kabinie klasy „turystycznej” są pięknie oprawne drzeworyty najlepszych naszych grafików: Bartłomiejczyka, Krasnodębskiej czy Konarskiej.

„W drodze”, czyli reportaż z pokładu M/S Piłsudski jest ilustrowany zdjęciami autora, więc czytając artykuł możemy jednocześnie obejrzeć statek oczyma Skamandryty. Co więc działo przez te 8 i pół dnia podróży? Czy Słonimski ma jakieś kulinarne wspomnienia z tego rejsu?

Jedzenie na pokładzie – luksus w stylu międzynarodowym Felietonista w pracy

Chociaż relacja Słonimskiego skupia się na ludziach, sztuce i wrażeniach z podróży, mnie bardziej interesowały kulinaria. Kuchnia na M/S Piłsudski była świadectwem ambicji II RP i jej otwarcia na świat, a jednocześnie polem walki z tradycją. W tym okresie w polskiej gastronomii widać było wyraźne przesunięcie akcentów: z eleganckiej francuskiej inspiracji (dominującej jeszcze w XIX wieku), w stronę coraz modniejszej kultury brytyjskiej. To właśnie dlatego posiłek w porze obiadowej na karcie dań często występował pod dwiema nazwami: polskim „śniadaniem” lub „drugim śniadaniem” i angielskim „lunch”. Ta dwoistość idealnie oddaje ówczesne kulturowe rozdroże i dążenie do zaspokojenia międzynarodowej klienteli.

Udało mi się dotrzeć do wyjątkowego artefaktu – karty lunchu z dnia 24 września 1935 roku, czyli z ostatniego dnia rejsu, czyli dopłynięcie do Nowego Jorku. Ta dwujęzyczna (polsko-angielska) karta dań sama w sobie jest dziełem sztuki. Ozdabia ją urocza grafika przedstawiająca narciarzy, autorstwa Janiny Konarskiej. To ta sama Konarska, artystka i prywatnie żona Antoniego Słonimskiego (wyszła za niego 12 marca 1934 roku), której drzeworyty, jak sam wspominał poeta, zdobiły kabiny klasy „turystycznej”!

Co zatem serwowano pasażerom z taką dbałością o estetykę? Na karcie z 24.ΙΧ. 1935, pod wspólnym nagłówkiem M/S PIŁSUDSKI ŚNIADANIE / LUNCH, widniał solidny i urozmaicony zestaw, który miał zadowolić najbardziej wymagające podniebienia. Posiłek rozpoczynał kawior amurski (Manchuria caviar), a po nim serwowano lżejsze przystawki, takie jak sałatka z pomidorów (Tomato salad), sałatka z ryb (Fish salad), sardynki w oliwie (French sardines) oraz śledź w winie białym (Gaffelbitter). Nie mogło zabraknąć iście francuskiego akcentu, czyli pasztetu strasburskiego (Pâte de fois gras). Do tego jajka w sosie tatarskim (Eggs in tartar sauce), a jako danie główne pojawiała się kura w rosole z makaronem (Chicken in boullion). Na deser pasażerowie mogli delektować się sernikami ze śmietaną (Cassolettes of cheese sour cream), kaszkaszpinak i kartofle smażone jako dodatki, a także sery(Assorted cheese), owoce (Fruits), kawa (Coffee) i herbata (Tea). Jak widać, menu to idealna fuzja luksusowych,międzynarodowych składników z solidną, polską bazą kulinarną.


Gry i zabawy na morzach

M/S Piłsudski wypłynął w Gdyni popołudniu, o godzinie 17, a więc Słonimski mógł już zjeść na pokładzie kolację, czyli dinner. Chyba smakowały mu owoce, skoro pisze – Okazało się, że mam „szlafkamrata” najidealniejszego jakiego można sobie wymarzyć. Nic nie mówi i nawet nie może się odezwać. Jest nim Zygmunt Nowakowski, który nie pojechał. Jestem sam w kabinie, ale nikomu tego sekretu nie zdradzam. Opowiadam wszystkim, że Nowakowski trochę źle się czuje i dlatego z kabiny nie wychodzi. Zabrałem nawet ze stołu trochę owoców dla Nowakowskiego. Zjadł wszystko z apetytem.

Następny dzień (16 września) to postój w Kopenhadze. Sądząc po komentarzach Słonimskiego zabawa na pokładzie trwała w najlepsze od samego rana. Na śniadanie prowadzą nas do wielkiej sali, w której pomieścić się może dwa tysiące osób. Sala udaje las. Stoją tam nawet całe sztuczne drzewa ze sztucznemi ljanami. Możnaby się tam urżnąć na Tarzana.

Przez kolejne dni pogoda była nienajlepsza i dopiero 21 września pasażerowie mogli nacieszyć się otwartymi werandami i grami pokładowymi. Morze nie kołysze i górne pokłady zaroiły się. Mężczyźni oddają się grom sportowym na pokładzie z zapałem uczniaków szalejących na wielkiej pauzie. Kobiety zawsze są bardziej wyrachowane. Jest to okazja do zademonstrowania stroju, budowy ciała i gracji. Zachowują się w podróży jak dobry komiwojażer, który każdemu chętnie, czy kupi czy nie kupi, pokazuje próbki. Jesteśmy bardzo zajęci na okręcie. Rano basen, gimnastyka, a potem pasjonujące rzucanie kółek lub popychanie krążków drewnianych.

Słonimski szydzi, ale sam chętnie brał udział w pokładowych rozrywkach. Zwiedzał statek, brał udział w próbnym alarmie, imprezował ze starymi przyjaciółmi, poznawał nowych ludzi. Na statku podróżowali między innymi zaprzyjaźnieni z nim: komediopisarz i felietonista Bruno Winawer i Bolesław Wieniawa Długoszowski. Poeta wspomina o amerykańskiej drużynie szachistów. I nie tylko!

Mimo całej radości pierwszego w życiu przyjazdu do New Yorku, zawsze trochę żal kończącej się podróży.Zaprzyjaźniliśmy się wszyscy bardzo. Gram z prezydentem miasta Warszawy w krążki na pokładzie – Słonimski jak widać dołączył do grona entuzjastów pokładu słonecznego razem ze Stefanem Starzyńskim, a zabawa rozkręcała się na całego – Postanowiliśmy z Wieniawą aresztować kapitana, wywiesić czarną chorągiew korsarską, skręcić dalej na południe i przez kanał Panamski pojechać w podroż dookoła świata. Do porwania nie doszło i 24 września 1935 r. rano M/S Piłsudski dopłynął do Ameryki. Antoni Słonimski obserwował wyłaniający się na horyzoncie Nowy Yorku. Gdy stałem wczesnym rankiem na przedzie okrętu i zobaczyłem wyłaniające się z lekkiej mgły strzeliste pomniki handlu, wydały mi się podobne do wschodnich obelisków i minaretów. Wydały mi się oderwane od horyzontu jak fatamorgana.


Podsumowanie i zaproszenie

W roku Słonimskiego, jego relacja z M/S Piłsudski jest cennym oknem na przedwojenną Polskę, jej kulturę i aspiracje.Dzięki takim dokumentom, jak odnaleziona karta dań, możemy nie tylko wyobrazić sobie luksus i nowoczesność polskiego transatlantyka, ale wręcz poczuć jego smak.

Chcesz poznać więcej kulinarnych sekretów polskich transatlantyków? Menu M/S Piłsudski, z pasztetem strasburskim i kurą w rosole, to dopiero początek! W innych moich artykułach opisuję dania z tamtych rejsów, jak choćby słynną zupę pejzankę czy serniki, o których piszę w tekście.. Zapraszam do śledzenia kolejnych wpisów, w których krok po kroku odkrywam historię polskiej kuchni na oceanicznych falach. 🚢

Cytaty i fotki z reportażu „W drodze” z „Wiadomości Literackich” 1935 nr 42 (622), kopia cyfrowa dostępna w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.


Odkryj więcej z Agnieszka Kuś

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz