Poncz i „Ciche Granie”: Dlaczego Chopin drżał przed wyrokami krytyków z ulicy Długiej?


Zaczyna się trzeci etap Konkursu Chopinowskiego! Algorytmy Facebooka podsuwają mi pełne emocji komentarze na temat decyzji jurorów: kto został? kto zachwyci, a kto odpadnie? To napięcie, ta potrzeba osądu i poszukiwanie komentarza mają w Warszawie długą tradycję. Ulegał im sam Fryderyk Chopin, zastawiając się co o nim mówią krytycy. 

Długa i Miodowa: Kawiarniany Sąd nad Sztuką

Warszawskich artystów działających na początku XIX wieku szczególnie interesowały komentarze stałych bywalców dwóch warszawskich lokali: „Pod Kopciuszkiem” i „Dziurka”. Znajdowały się przy ulica Długiej – to tam, pod numerem hipotecznym 587, urodziła się w 1826 roku Lucyna Ćwierczakiewiczowa, autorka bestselerowych książek kucharskich. Ale Długa to również oś kulturalnego i towarzyskiego życia ówczesnej Warszawy, które kręciło się… wokół kawy i ponczu, a nade wszystko – wokół krytyki artystycznej. To właśnie tam znajdowało się prawdziwe centrum decyzyjne i plotkarskie XIX-wiecznej Warszawy, czyli kawiarnia „Pod Kopciuszkiem”. 

„Pod Kopciuszkiem” i „Dziurka”: Kłótnia Klasyków z Romantykami

To nie był zwykły lokal, ale nieformalny salon literacki, pulsujące serce Miodowej i Długiej. W „Kopciuszku” na parterze kawiarniany stół zastępował scenę Teatru Narodowego, bo spotykali się tu najpotężniejsi krytycy, aktorzy i dyrygenci, tacy jak Józef Elsner (nauczyciel Chopina) i Karol Kurpiński (ogromnie wpływowy i szanowany muzyk, dyrektor i główny dyrygent Opery w Teatrze Narodowym). Było to królestwo konserwatywnych klasyków, którzy z góry spoglądali na to, co działo się pół piętra wyżej, w kawiarni „Dziurka”. Tam, przez maciupeńkie drzwi, przeciskali się młodzi romantycy i studenci – cała ta awangarda, która później obalała stary porządek (też polityczny). To napięcie między klasykami a romantykami, między kawą na parterze a młodzieżowymi spiskami na półpiętrze, sprawiało, że to właśnie tutaj rodziły się i umierały kariery.

Koncerty Chopina 1830: Lęk przed „Debatą” u Baldiego

Choć Fryderyk Chopin jako młody chłopak najczęściej bywał u Brzezińskiej (przy Krakowskim Przedmieściu), to doskonale wiedział, że to na Długiej i Miodowej zapadają wyroki o jego twórczości. Szczególnie interesowały go nastroje „Pod Kopciuszkiem” w marcu 1830 r., kiedy dwukrotnie zagrał w sercu towarzyskiego życia Warszawy, w Teatrze Narodowym (wtedy przy Placu Krasińskich: dziś jest tam grająca ławeczka, którą widzisz na zdjęciu). Te koncerty, które odbyły się 17 i 22 marca. Podczas obu wieczorów publiczność usłyszała jego przełomowy Koncert f-moll op. 21, ale emocje były skrajnie różne: pierwszy występ, mimo zagrania błyskotliwej Fantazji na tematy polskie op. 13, spotkał się z narzekaniami na „ciche granie” i nieodpowiedni instrument. Chopin natychmiast wyciągnął wnioski! Na drugi koncert przesiadł się na głośniejszy, wiedeński fortepian i podbił serca tłumu wspaniale wykonanym Rondem à la Krakowiak op. 14 i finałową improwizacją, udowadniając, że ma dość „energii” nie tylko dla klasyków, ale i dla nieubłaganej warszawskiej publiczności! Były to występy, które przekształciły młodego wirtuoza z salonowego ulubieńca w muzyczną gwiazdę, choć on sam przyznał przyjacielowi, że nawet ta ostatnia improwizacja „nie dla tego świata była”.

Dramatyczna Prośba Geniusza: „Chciałbym być u Kopciuszka…”

Podczas tych premierowych koncertów Fryderyk Chopin nie ukrywał swojej frustracji, wylewając lęk i żal w intymnym liście do Tytusa Woyciechowskiego: „Nigdy mi tak Ciebie nie zbywało jak teraz; nie mam komu się wylać, nie mam Ciebie. – Twoje jedno spojrzenie po każdym koncercie byłoby mi więcej jak wszystkie pochwały gazeciarzów, Elsnerów, Kurpińskich, Soliwów itd.” Mimo to, chociaż to on stał na scenie, to opinie wydawane w kawiarni Baldiego (czyli „Pod Kopciuszkiem”) wciąż decydowały o jego spokoju. Do dziś rezonuje jego dramatyczna potrzeba werdyktu: „Tego wieczora, o ile paradysowi i ci, co w orkiestrze stali, byli zadowoleni, o tyle parter narzekał na ciche granie – i chciałbym być u Kopciuszka, żeby słyszeć debata, jakie się musiały toczyć o moją osobę.” To w tych słowach kryje się cały dramatyzm geniusza, który wiedział, że prawdziwy sąd nad jego muzyką zapada nie na widowni, lecz nad filiżanką kawy, w samym sercu warszawskiej plotki!

Od Ponczu do Social Mediów: Napięcie Trwa

To historyczne napięcie i oczekiwanie doskonale rezonuje z dzisiejszymi czasami. Właśnie rozpoczyna się trzeci etap Konkursu Chopinowskiego. Publiczności, jurorom i samym artystom udzielają się te same emocje: lęk przed osądem, niepokój i ciekawość. Zmieniła się sceneria – zamiast kawiarni Baldiego mamy Filharmonię Narodową, ale istota pozostaje ta sama: wielki talent czeka na werdykt, a publiczność (i jury) jest bezwzględna. To uczy, że wrażliwość geniusza na krytykę, nawet tę z kawiarni, jest niezmienna. 

Przepis na popularny napój na balach: Poncz Rzymski

Przygotujcie kawę! Właśnie ruszają transmisje, a wraz z nimi lawina komentarzy w mediach społecznościowych – ta cyfrowa „debata o Chopinie” to nasza współczesna wersja kawiarnianych plotek. Ale czy wiecie, co naprawdę krążyło po stołach w takich miejscach jak „Pod Kopciuszkiem”? Nie tylko mała czarna! Prawdziwym hitem towarzyskich spotkań – od proszonych kolacji po szalone tańce – był Poncz Rzymski, królował na salonach przez cały XIX wiek! A jego przepis? Znajdziecie go w klasyce kuchni, bo Lucyna Ćwierczakiewiczowa, która urodziła się niemal naprzeciwko samej kawiarni, ujęła go w swoim legendarnym zbiorze. To właśnie w dziesiątym wydaniu Jedynych praktycznych przepisów… z 1882 roku Lucyna utrwaliła recepturę na ten modny napój!

Poncz rzymski

Zrobić zwykłym sposobem lody cytrynowe biorąc za proporcję butelkę białego wina francuskiego „Chablis,” kwartę syropu z 2 funtów cukru i 8 cytryn. Wymieszać wszystko razem, przecedzić przez gęste sito i zamrozić jak zwykłe lody. Gdy masa zetnie się już dobrze, dodać dwa białka ubite na pianę, a następnie dodawszy do nich dwie łyżek miałkiego przesianego cukru, ubić je powtórnie tak, jak to ma miejsce na marengi. Wymieszać masę czyli lody doskonale z tymi białkami i przykrywszy, zostawić w spokoju do chwili podania, nie zamrażając je już więcej z białkami, zostawiwszy jednak w puszce, nie okładać lodem, lecz zmoczoną, zimną płachtą. W chwili podania dodać półkwaterek, więcej nie można, lepiej nawet mniej, najlepszego białego araku, wymieszać lekko i podać w małych szklankach, lub w dużych kieliszkach z łyżeczkami.

Poncz rzymski podaje się przy kolacji lub obiedzie, po rybie, roznosząc na tacy, a każdy stawia wziętą, szklankę na talerzu przeznaczonym do dalszej potrawy. Takiż poncz roznosi się także podczas tańców. Robi się także poncz rzymski na szampańskiem winie, ale to już należy do zupełnie zabytkowych fantazji i chyba na dworskich stołach jest używany, zowią go wtedy „imperiale.”

Skąd wzięłam te wszystkie smaczki, anegdoty o kawiarnianych intrygach i lękach Chopina? 

Dla kogoś, kto kocha historię, grzebanie w źródłach to prawdziwa przyjemność, więc pozwólcie, że uchylę rąbka tajemnicy!

Sekrety samego Fryderyka Chopina — te listy pełne niepokoju o to „ciche granie” i dramatyczną prośbę: „chciałbym być u Kopciuszka, żeby słyszeć debata” — wyciągnęłam prosto z portalu Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. To prawdziwa skarbnica korespondencji! Co do tego, jak wyglądała atmosfera w samym „Kopciuszku”, gdzie wydawano wyroki o sztuce? Wystarczy zajrzeć do starego tekstu! Przekopałam się przez niezwykłą relację Kazimierza Wójcickiego, który w 1873 roku opisał „Kawę Literacką w Warszawie” (tekst można znaleźć na Polonie). Oczywiście, w kawiarniach nie było tylko sucho, dlatego o tym, co faktycznie pito i jedzono, opowiedział mi klasyk tematu: Wojciech Herbaczyński i jego „W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich”. To on przybliżył nam kulinarne tło tamtych czasów. Tak właśnie, kawałek po kawałku, od listu do starej książki, składałam te warszawskie historie! 


Odkryj więcej z Agnieszka Kuś

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz