Tour miradour

Wiem, powinno być miradouro, bo chodzi o wyraz portugalski i azorską wyspę Sao Miguel, ale tour miradour (bez o) brzmi znacznie bardziej jak: „wycieczka panoramiczne zapierająca dech w piersiach z zachwytu”. To był dzień pełen wrażeń, a my po prostu wypożyczyłyśmy samochód i objechałyśmy wyspę. Samochodowe objeżdżanie punktów widokowych czyli miradouros, to jedna z głównych wyspiarskich atrakcji. Widoki są różne; po pierwsze – dramatycznie oceniczne … Czytaj dalej Tour miradour

Trufle i rieslingi, czyli pamiątki z Canberry

Kupowanie wina na pamiątkę to trochę ruletka, przynajmniej w mojej opinii. Bo przecież w degustacjach ważne są też impoderabilia: nastrój, pogoda, towarzystwo oraz cała lista potencjalnych i faktycznych etcetera. Potem w domu jest już nie to samo. Ale Canberra District Riesling z Lark Hill nie rozczarował po powrocie: wino pachniało kwiatami, smakowało cytrusami i dawało w ustach uczucie kwaskowatej chrupkości. „Chrupkość” i „chrupka struktura” – … Czytaj dalej Trufle i rieslingi, czyli pamiątki z Canberry

O bananach, wierze w podręczniki szkolne i odnalezionym na Maderze Warneńczyku

Funchal, styczeń/luty 2018 Jedzie czwórka Polaków autobusem podmiejskim Rodoeste, linią numer 4, z Funchal w stronę Madalena do Mar. Mieszkanie w samym centrum miasta miało ten plus, że główny przystanek wszystkich linii znajdował się 10 minut spacerem. Nie chciało mi się wynajmować samochodu więc zwiedzałam Maderę autobusami liniowymi. Dało się i bywało ciekawie. –Na Ternerefie też mówią, że mieszkał ten Warneńczyk – powiedziała pani w … Czytaj dalej O bananach, wierze w podręczniki szkolne i odnalezionym na Maderze Warneńczyku

Landszafty i martwe natury, czyli na Maderze bez Marszałka

Z kim pojechać na Maderę? Z Józefem Piłsudskim! – to była moja pierwsza myśl przy kompletowaniu lektur niezbędnych na zasłużony, zimowy wypoczynek na Maderze. Książkę Adama Lewandowskiego o wakacjach, na które Marszałek pojechał na przełomie 1930/1931 r., przeczytałam szybko, na trasie Warszawa – Lizbona. Jeden lunch pózniej, w samolocie na trasie Lizbona – Funchal zastanawiałam się, z kim będę zwiedzać tę wyspę, bo Józef Piłsudski … Czytaj dalej Landszafty i martwe natury, czyli na Maderze bez Marszałka

Bez programu nad Morskim Okiem

Morskie Oko: góry, woda i ja. Żadnych edytorów i filtrów. Nie retuszowałam go komputerowo. Tylko, że zostało zrobione bardzo wcześnie rano. Szczerze mówiąc tego lipcowego poranka nie byłam w Tatrach zupełnie sama. Towarzyszyłam ekipie filmowej z Tajlandii, która chciała nakręcić piękne góry, do filmu dokumentalnego o Polsce. I się nam udało. Musieliśmy jednak wyjechać z Zakopanego zanim w stronę Morskiego Oka ruszyli turyści. Jak się … Czytaj dalej Bez programu nad Morskim Okiem

Kamienne róże i bąbelki, czyli piknik w Lombardii

– Ekipo! W tym roku jedziemy w góry oglądać ryty naskalne, bo muszę się zapoznać ze stanowiskiem archeologicznym do artykułu. Lodujemy na Malpensie, i jadąc do Werony na operę, przejdziemy przez dolinę Val Camonica w Alpach. To prawie po drodze z Mediolanu… -prawie robi wielką różnicę, ale ekipa była na tak. Postawili warunek, żeby po drodze był przystanek na jakieś wino. Val Camonica znajduje się … Czytaj dalej Kamienne róże i bąbelki, czyli piknik w Lombardii

Sycylijska majówka

Prowadzenie samochodu na Sycylii jest super. To jak play station tylko na żywo. Znaki, nikt ich nie traktuje nawet jak sugestii, więc jeden kierunek nie zawsze jest tylko jeden. Parkujemy gdzie się da, na przykład na środkowym pasie, bo trzeba wyskoczyć do sklepu, a skrajny prawy cały zapchany. Trąbimy, bo lubimy ten dźwięk. Zatrzymujemy się na środku skrzyżowania pogadać z kolegą, lub koleżanką, jadącą z … Czytaj dalej Sycylijska majówka