#zostańwdomu i idź na warszawski spacer historyczny. Kulinarnie

Post o domenie publicznej, pieczonej kaczce, czyli jak poznawać żydowską Warszawę nie wychodząc z domu. Ale na początku będzie historia o tym dlaczego dziś o tym piszę.

Jestem przewodniczką, zajmuję się historią kulinariów. Czy mogę przenieść swoje życie on-line? Nie chodzi o kolejną huczną imprezę przez komunikator czy zajęcia na seminarium podyplomowym, których prowadzenie w formie spotkania on-line zostało wymuszone okolicznościami. Takie sytuacje już mi się zdarzały a Internet w moim życiu – wygodne narzędzie wspomagające od zawsze. Większość moich dziennych (i nocnych) spraw działa się w realu. Aż do marca 2020 r.

Komunikatory poszły w ruch, Facebook i Instagram stały się oknem na świat a oferta kulturalna koncertów, przedstawień i filmów on-line wręcz mnie przytłoczyła. Zajęłam się sobą i pisaniem mojego przewodnika po tradycjach kulinarnych Podhala. Zgromadzone notatki zaczęłam sukcesywnie uzupełniać korzystając z domeny publicznej. Pewnie, mam dziury w tekście oznaczone żółtym komentarzem z adresem bibliotecznym lub archiwalnym. Mimo to, pracuje mi się dobrze a ilość życzliwości i ciepłych słów pod adresem Polony, czyli wirtualnej Biblioteki Narodowej i Patrimonium, czyli wielkiego projektu łączącego zbiory BN i Biblioteki Jagiellońskiej można by mierzyć na kilometry bieżące.

Od czasu domowej izolacji mój entuzjazm dla intelektualnego życia cyfrowego wzrastał a pracując nad wnioskami o dofinansowanie w projekcie „Kultura on line” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego uświadomiłam sobie, że ostatnio między postami, koncertami i kompulsywnym czytelnictwem, Internet stał się przestrzenią, w której realizuję się twórczo. Więc może najwyższa pora by stał się też przestrzenią gdzie realizuję się też zawodowo?

Zwiedzanie Warszawy w Internecie? I może jeszcze kulinarne? Czemu nie?! Tym razem inspiracji dostarczył mi mail od koleżanek z Muzeum Żydów Polskich POLIN i ich prośba by zaproponować zwiedzanie lub spotkanie on-line wykorzystując przy tym cyfrowe zbiory muzeum. Szczerze mówiąc, już dawno planowałam wycieczkę w judaistyczny świat wirtualny, więc po kilku chwilach znalazłam się na stronie multimedialnego przewodnika „Żydowska Warszawa”, fenomenalnej, interaktywnej mapie prezentującej historię i teraźniejszość.

Przebiegu spaceru nie zdradzę ale jak się można było domyślać pojawiają się tam treści kulinarne. I to jakie! Zasadniczo trzymałam się historii społecznej, urbanistyki i architektury, ale moja trasa przywiodła mnie na warszawski Pl. Teatralny, ten przedwojenny, gdzie świecił elegancki neon Oazy, szykownej restauracji z dancingiem. Do jej wnętrza można zajrzeć dzięki zbiorom Polony, gdzie znalazłam album pamiątkowy 1922- 1927, pełen zdjęć i okolicznościowych wspomnień.

Niemal obok Oazy, może 5 minut spaceru, była Galeria Luxemburga, a w niej kabaret Qui Pro Quo. Dziś po drugiej stronie ul. Senatorskiej, prawie dokładnie na przeciwko tej przedwojennej galerii, znajduje się Resort, miejsce w pewnych kręgach po prostu kultowe, a rejon Pl. Teatralnego jest wciąż miejscem gdzie bawić się można hucznie (znaczy był do marca 2020 i mogę to stwierdzić z autopsji).

Jasne, międzywojenna kultura kabaretu i ekskluzywny dancing ulubiony przez celebrytów dwudziestolecia międzywojennego kuszą, by Oazę i Qui Pro Quo odwiedzić. Wystarczy kliknąć w ikonki na historycznej mapie interaktywnej – ale mnie ciągnie w stronę ul. Bielańskiej.

Bo ja mentalnie skręciłam do „Picadilly” i weszłam w świat wspomnień o warszawskiej gastronomii. „Picadilly” też była miejscówka kultowa: bufet barowy znany z dużych i apetycznych kanapek oraz wódki serwowanej w kieliszkach nakrytych kawałkiem bibułki, tak by kelner nie rozlał ani odrobiny donosząc zamówienie do stolika. „Picadilly” to też restauracja i sklep kolonialny z winami, konserwami, sałatkami i majonezami, a całość prowadzona przez braci Hirszfeldów. To może coś pogotować? Może pieczona kaczka? Ten specjał pojawia się we wspomnieniach o „Picadilly”: ptak podawany w całości na półmisku – fajnie było by spróbować. Pod postem jest przepis z książki Rebeki Wolf pod tytułem Kuchnia koszerna (Warszawa 1904).

Wracam do interaktywnej mapy: imprezowicze z Oazy mogli skręcić w stronę Bielańskiej lub pójść w przeciwnym kierunku, w stronę Ogrodu Saskiego i potem Grzybowa, bo często celem tych party after party był bar u Grubego Joska Ładowskiego, znanego też jako Josek Beczka. Parę kliknięć i znajdziemy ten lokal, a wraz z nim fascynujące historie politycznych intryg i towarzyskich skandali, jakie się tam wydarzyły. O jeden klik dalej „Bal na Gnojnej” tango w wykonaniu Fanny Gordon i mogę włączyć się w wir pląsających, właściwie nie zmieniając piżamy dziennej na wieczorową w wersji de lux (piżama dzienna i nocna te określenia przyszły do mnie w memie o najnowszych trendach mody czasów kwarantanny).

W efekcie nabrałam smaku na wirtualne zwiedzania. Bo przepisami mogę nie tylko opowiedzieć miasto ale i historię Polski (i mam już nawet całkiem niezły skrypt). A do tego sam przepis jest interesujący jako źródło historyczne, bo…. wszystko pięknie – ale najpierw muszę wykurować gardło. Stay tuned a właściwie zerknij na FB, szczegóły moich webinarów wkrótce, bo praca nad scenariuszem dla muzeum mnie zainspirowała, żeby zrobić serię własnych spotkań i poopowiadać o moich fascynacjach Warszawą, Podhalem: o kulinariach i nie tylko.

**

Przepis:

Pieczona kaczka (przepis 66)
Przyrządza się właściwie zupełnie tak samo jak gęś, ale nie powinna tak długo stać w piecu i wymaga ustawicznego polewania.
Według przepisu 47 na pieczoną gęś:  nacieramy gęś dobrze z zewnątrz i z wewnątrz solą. W tłustych miejscach, znajdujących się pod skrzydłami robimy parę dziur, które napełniamy czosnkiem. Całą gęś również nacieramy czosnkiem i ściśniętą trzymamy przez noc w naczyniu. Gęś kładziemy do brytwanny piersią na dół. Ale przedtem możemy ją nadziać dobremi jabłkami, bursztówkami, lub jeżeli kto lubi obranemi kasztanami, przy czem rozumie się trzeba przedtem zaszyć otwór w brzuchu.
Kawałek czarnego ale niekwaśnego razowego chleba robi sos bardziej gęstym i nadaje mu ciemny kolor. Trzeba również włożyć parę cebul, a wody dolać do połowy gęsi. Kuchnia musi być dobrze napaloną. Po godzinie pieczenia próbujemy, czy pierś jest zupełnie kruchą i następnie odwracamy gęś na grzbiet, a gdy i ten skruszeje odlewamy tyle sosu,by pokrywał tylko dno brytwanny, gęś zaś umieszczamy najwyżej i czekamy,aż będzie brązową. Gdy gęś nie jest nadzianą kładziemy łapki w otwór brzucha. Sam sos z gęsi podajemy oddzielnie w sosjerce, a oprócz tego używamy go do rosołowego mięsa, zupy kartoflanej, etc.
to przepisy nr 66 i 47 z książki: Rebeka Wolf, Kuchnia koszerna, Warszawa 1904.
**
A teraz konkrety gdzie tego wszystkiego szukać

on-line:

Rebeka Wolf, Kuchnia koszerna : podręcznik dla każdego żydowskiego domupodręcznik dla każdego żydowskiego domu, zawierający najrozmaitsze sposoby i przepisy gotowania i pieczenia razem z szczegółowym jadłospisem i wskazówkami do urządzenia i prowadzenia religijnego żydowskiego gospodarstwa, Warszawa 1904 [on-line w domenie publicznej i do czytania w Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej]

Zdjęcie sali restauracyjnej w Oazie można znaleźć w: Album pamiątkowy: Oazy, red. H. Juszkiewicz, Warszawa : „Oaza” 1927 [on-line, w domienie publicznej, z zasobu POLONA].

A cudne spacery historyczne zapewnia interaktywna mapa: „Żydowska Warszawa” (kierowniczka projektu: Ewa Chomicka, redaktorka portalu: Beata Chomątowska); ja opisałam spacery po części „Wspólna historia 1414 – 1939”, ale jest tam znacznie więcej materiałów, wystarczy wejść na http://www.warsze.polin.pl

książki drukowane:

Historia o wódce pod bibułką, kanapkach i kaczce z „Picadilly” to wspomnienia imprezowe Władysława Płachcińskiego, które można znaleźć w książce Wiesława Wiernickiego Wspomnienia o warszawskich knajpach  (Warszawa 1994)

więcej wrażeń historyczno-kulinarnych? Zapraszam na Azory i Podhale.

2 uwagi do wpisu “#zostańwdomu i idź na warszawski spacer historyczny. Kulinarnie

    1. Mapka jest super, a tam jest jeszcze więcej zakładek. O teraźniejszości też. I cały osobny dział o Doktorze Korczaku. Domowy spacer ma ten plus, że z pogodą nie ma problemu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s