Na Maderze bez Marszałka

Kto z naszych był na Maderze? Józef Piłsudski! – to była moja pierwsza myśl przy kompletowaniu lektur niezbędnych na zimowy wypoczynek na Maderze. Mam odruch szukania rozmówców, a na Maderze nikogo nie znałam. 2018 – rok jubileuszowy, od odzyskania Niepodległości mija sto lat, i nagle te moje wakacje na środku oceanu nabrały wymiaru nostalgiczno-patriotycznego, bo zdałam sobie sprawę, że jadę śladami Marszałka.  Do bagażu podręcznego wzięłam książkę Adama Lewandowskiego o wakacjach, na które Józef Piłsudski pojechał na przełomie 1930/1931 r. Czytało mi się szybko, tomik łyknęłam podczas lotu Warszawa – Lizbona, czyli około cztery godziny. Międzylądowanie i jeden lunch później, już w samolocie na trasie Lizbona – Funchal zastanawiałam się, czyimi śladami będę zwiedzać tę wyspę, bo Józef Piłsudski i jego entourage nie okazali się idealnymi przewodnikami. Przynajmniej dla mnie. O co poszło? O jedzenie! I kwiatki.

Trochę historii na początek. Marszałek dotarł na wyspę 22 grudnia 1930 r. a odpłynął 23 marca 1931 r. Przez cały ten czas mieszkał w willi „Quinta Bettencourt” przy ulicy Caminho do Pilar 20 w Funchal. Dom do znalezienia, choć w rękach prywatnych; jest zawieszona pamiątkowa tablica, ale sama tam nie dotarłam, obfotografowałam za to popiersie Józefa Piłsudskiego w centrum Funchal.

madera

Polski wódz na urlopie prowadził bardzo uporządkowany tryb życia, a jego głównym zajęciem było czytanie Pamiętników Ignacego Daszyńskiego oraz Wspomnień i dokumentów Leona Bilińskiego. To nie wszystko. Marszałek stawiał pasjanse i spacerował po ogrodzie, z willi wychodził bardzo rzadko. Jedzeniem się specjalnie nie interesował, a ten brak zainteresowania kulinariami stresował kucharza, Portugalczyka o nazwisku Teixeira. Natomiast córkom pisał Marszałek o irytacji, jaką odczuwał wobec kwitnących kwiatów: ma być jeszcze zima, tymczasem zaś kwitną drzewa, tego ja znosić nie mogę, bo żeby kwiaty, to niech sobie, to i u nas w Sulejówku jakieś georginie, czy floksy, czy inne okropności kwitną nawet w październiku, ale żeby całe duże drzewa zaczynały kwitnąć i pachnieć, to tego nie wolno, a tu wolno. Ja wiecie , tego nie lubię, żeby komukolwiek, a tym bardziej mnie rozum do góry nogami przewracali. I nawet pączki mają, i kwitną, i pachną, i kpią z człowieka, ja tego nie lubię. (cytat za A. Lewandowski, s. 55). Hm… no comments. O gustach trudno dyskutować. A ja? Jeden z najpiękniejszych dni na Maderze spędziłam w ogrodzie botanicznym obserwując kwitnące na przełomie stycznia i lutego strelicje. I cieszyłam się powietrzem, które pachniało kwiatami, ziemią, oceanem, bo w ziemie w Polsce najbardziej brakuje mi zapachów.

 

Wakacje Marszałka na Maderze, to zdecydowanie nie była historia na fajny początek mojego urlopu. Na szczęście na wyspie aż roi się od ciekawych opowieści. Na Maderze bywali ludzie interesujący i znani, praktycznie od zawsze, a przynajmniej od zasiedlenia przez Europejczyków, na początku XV wieku. Można więc wybierać ze wspomnień koronowanych głów i piłkarzy, a nawet odwiedzać wyspę szlakiem Władysława Warneńczyka, zaginionego króla Polski i Węgier. W Funchal, gdzie zamieszkał Marszałek (i ja), zmarł na przykład ostatni władca Austro-Węgier Karol I Habsburg (błogosławiony, wyniesiony na ołtarze przez Jana Pawła II w 2004 r.) oraz urodził się Cristiano Ronaldo. Na moją pierwszą wycieczkę w teren wybrałam jednak Winstona Churchilla, który spędził na wyspie 12 dni w styczniu 1950 r. Był tyle dni, co ja, tylko że ja przyleciałam na przełomie stycznia i lutego 2018 r. No, i Churchill musiał wracać do domu wcześniej, bo praca, znaczy wybory były, a mnie kończyły się wakacje.

Winston Churchill zamieszkał w ekskluzywnym hotelu Reids, a na wycieczki w plener do Câmara de Lobos jeździł rolls roycem. Ja wynajęłam mieszkanie w centrum Funchal, na moją wycieczkę pojechałam autobusem nr 4 – na Maderze bardzo fajnie działają miejski/podmiejskie autobusy i właściwie wszędzie da się nimi dojechać. Ten autobus mija nawet bramę hotelu Churchilla: wejście wygląda elegancko i drogo, a ja w niezbyt twarzowym, żółtym sztormiaku więc decyduję, że na popołudniową herbatę przyjdę kiedy indziej.

Winston Churchill był malarzem amatorem, a tę pasję odkrył w sobie wieku średnim. Do śmierci, przez czterdzieści dziewięć lat namalował ponad 500 obrazów. Lubił krajobrazy i oleje. I zachęcał innych artystów amatorów by odkryli w sobie odwagę tworzenia. Ja jednak, jak dojechałam na miejsce, zamiast malować landszafty w rybackiej wiosce, zainteresowałam się lunchem. Ale najpierw poszłam obejrzeć widok, który zainspirował Churchilla. Miejsce jest świetnie oznakowane jako „miraduoro Winston Churchill”. Ładna rybacka wioska z białymi domkami i łodziami wyciągniętymi na brzeg. Ciepło i sympatycznie – idealne miejsce na kontemplowanie zadowolenia z życia i świata oraz ładowanie baterii.

Ale ciągnęło mnie na jedzenie zwłaszcza, że pora była lunchowa. Koniecznie chciałam iść na owoce morza, bo na wyspie podają coś, czego jeszcze nie jadłam. To skałopczepy (lapas), a te moje były grillowane na patelni z masłem, czosnkiem i sokiem z cytryny, a ich pozostałości na talerzu ułożyły się w malowniczą martwą naturę. Oddałam się więc pasji foodpornograficznej, idąc raczej w ślady malarstwa kuchennego niż pejzażowego. Obiad jadałam w restauracji Praia do Vigario tuż pod klifem Cabo Girão, czyli stosunkowo blisko miejsca, gdzie, zgodnie z lokalną tradycją, na prawdę zginał Władysław Warneńczyk w swoim portugalskim wcieleniu. Ale to historia na kolejną wycieczkę.

Co czytać, gdzie jeść: jeżeli w temacie wakacji Marszałka, to polecam: Adam Lewandowski, Józef Piłsudski na Maderze, Bydgoszcz 2013; natomiast John and Pat Underwood, Madera walk & eat z serii: Sunflower „Landscapes” walking & car touring guides to fajny brytyjski przewodnik z przepisami, adresami restauracji i barów oraz trasami spacerowe. Do kupienia po przyjeździe na wyspę.

Na jedzenie w Câmara de Lobos polecam Praia do Vigario(oprócz skałoczepów jadałam tam też rewelacyjną zupę krem z pomidorów) – można ich znaleźć na FB jako @Restaurante Praia do Vigário / Snack Bar. Komunikacja: Câmara de Lobos i Cabo Girão to przystanki na trasie autobusu nr 4 z Funchal do Madalena do Mar.

Funchal styczeń 2018

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s