Sycylijska majówka

Prowadzenie samochodu na Sycylii jest super. To jak play station tylko na żywo. Znaki, nikt ich nie traktuje nawet jak sugestii, więc jeden kierunek nie zawsze jest tylko jeden. Parkujemy gdzie się da, na przykład na środkowym pasie, bo trzeba wyskoczyć do sklepu, a skrajny prawy cały zapchany. Trąbimy, bo lubimy ten dźwięk. Zatrzymujemy się na środku skrzyżowania pogadać z kolegą, lub koleżanką, jadącą z naprzeciwka. Ale, na szczęście, to wszystko robimy bardzo powoli. W mieście 20 -30 km na godzinę, a i w trasie nie ma wyścigów. A widoki…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Mój plan wycieczki był prosty: dolecieć do Katanii, wynająć samochód i objechać wyspę w koło z krótkim wypadem na Wyspy Liparyjskie. Bo jeszcze mnie tam nie było… i właśnie odebrałam prawo jazdy. Marzyła mi się wycieczka panoramiczna ze szczególnym uwzględnieniem planów filmowych z serialowej wersji przygód komisarza Montalbana (i menu z wersji książkowych). Te wszystkie ryby grillowane lub nie, sosy z aromatycznych pomidorów, jeżowce, kałamarnice. Szklanka chłodnego wina z widokiem na…. No właśnie, można przygody sycylijskiego policjanta – detektywa lubić lub nie, ale mnie zawsze dopada wilczy głód gdzieś około 25-30 strony.

Przed oczami miałam też szersze plany z Listonosza – filmu o Pablo Nerudzie i jego wygnaniu we Włoszech, ten super romantyczny film był częściowo kręcony na wysypie Salinie, stąd Wyspy Liparyjskie. A dodatkowo byłam też świeżo po przeczytaniu książki Edda Ciano e il comunista, o córce Duce, która po wojnie, na zesłaniu na wyspę Lipari romansowała z miejscowym komunistycznym partyzantem o pięknym imieniu i nazwisku: Leonidas Bongiorno. Te wszystkie inspiracje dały w sumie ambitny plan wycieczkowy zwłaszcza dla kogoś, kto prawo jazdy miał od miesiąca.

Udało się! I było fajnie. Ale plan uległ modyfikacji, ponieważ do wyprawy dołączył mój Tatuś (rocznik ’34) – amator morskich kąpieli, który potrzebował zanurzyć ciało codziennie w innym kąpielisku. Więc udaliśmy się w podróż rodzinną. Początek w Katanii (z wypadem na Etnę i zbieractwem żużlu, który teraz łapie kurz na półce – konkretnie, to zbierał Tatuś, pod hasłem: „pierwszy raz jestem na aktywnym wulkanie, to chcę mieć pamiątkę”; kurz natomiast odkłada się teraz na moich półkach); potem Taormina i relaks w ogrodach Villa Comunale  (zaparkowanie w centrum graniczy z cudem, ale nie trzeba się pchać do centrum, bo są parkingi turystyczne na wjeździe; ja wjechałam – oczywiście!). Cudne widoki na zatokę i Etnę – każdy Wam to powie, a Tatuś między atrakcyjnymi krzakami roślinności wypatrzył nawet Świnię, żywą torpedę konstrukcji włoskiej z czasów II wojny światowej. Na prawdę żywą – bo sterowaną ręcznie przez płetwonurków…

Punkt kolejny – mniejsze wyspy: Milazzo – Lipari (prom samochodowy i potem małe promy między wyspami). Widoki super, ale, nie pozwólcie by odwróciły waszą uwagę od miejscowego wina. Z doświadczenia radzę, najlepiej od razu mieć plastikowe kanistry na lokalne malvasia passito, bo na miejscu trudno zdobyć coś o pojemności powyżej 1,5 litra, a garażowi producenci sprzedają, jak sama nazwa mówi, bezpośrednio w garażu i w plastikowych butelkach po wodzie. W naszym przypadku garażystą o wybitnym talencie do winifikacji okazał się wuj naszego taksówkarza, a przez resztę wycieczki co wieczór sprawdzaliśmy, czy zapasy przetrwały dzień. Sącząc ostatnie krople parę dni po przyjeździe żałowaliśmy, że nie kupiliśmy tego napoju bogów więcej. Ale wysepki zasługują na oddzielny wpis i co najmniej 10 – 14 dni pogłębionej obserwacji uczestniczącej na przyszłość (z kanistrami na później). Jeżeli o mnie chodzi – te wyspy to jeden z najwspanialszych zakątków Europy.

Wielki powrót na Sycylię – dużą wyspę i kąpiel w Cefalu’ z widokiem na normańską katedrę oraz wałęsanie się po Palermo w poszukiwaniu wrażeń ogólnych, kąpieliska dla Tatusia i idealnych owoców morza (posiłki w Da Salvo, via Torremuzza). Tu nastąpił też przystanek muzyczny – poszliśmy do opery, czyli Teatro Massimo (nasi tu byli – Król Roger w 1949 r. ;-)) Dalej jazda na południe w rejony książkowo-filmowego detektywa Montalbana i ogólne zachwyty nad architekturą klasyczną: Valle dei templi (Agrigento), późny barok w dolinie Noto (czekolada w Modica – koniecznie). Krótki wypad do Caltagiorne (zakupy obłędnie pięknych ceramicznych głów – kolejna absolutna konieczność, i trzeba się przygotować z miejscem w bagażu na rozmiary i ciężar tych ceramicznych pamiątek).

Na koniec Syrakuzy, w hotelu Gutkowski – historyczne centrum miasta czyli mała wyspa Ortygia. Kiedyś wrócę na Sycylię dla tego własnie miasta i hotelu, więc tu konieczny jest osobny wpis – tak było piękne. W końcu już starożytni Rzymianie mówili, że to najwspanialsze greckie miasto. Dziś jest nawet ciekawiej: Syrakuzy były zniszczone przez trzęsienie ziemi pod koniec XVII wieku i odbudowane dość pragmatycznie, z tego co było. Więc co budynek, to jakiś fajny mix gotycko-barokowy, a jak pod ręką był kawałek greckiej kolumny to też się nadał. Idealne miejsce na wędrówki w tempie bardzo slow, ale za to śladami Archimedesa i Caravaggia.

Adrenaliny na tym wyjeździe nie brakowało, bo…. za sprawą aktywności wulkanicznej zamknięto lotnisko w Katanii. Zmieniłam bilet na wylot z Palermo i zostałam na Sycylii dobę dłużej, ciesząc się kuchnią Trattoria da Salvo o jedną kolację więcej. To miejsce, to jedno z najweselszych wspomnień z tej wycieczki. Menu jest rozłożone pod parasolem – dosłownie palcem pokazujesz rybę lub skorupiaki, które chcesz zjeść. Porcje, jak widać na załączonej dokumentacji, godziwe. Stoliki zajmują trotuar, a ulica wcale nie jest wyłączona ruchu. Super klimat i pyszne jedzenie, czego chcieć więcej w maju, na Sycylii.

maj 2011

Co czytać? jest co czytać. Wybór trudny. W moim przypadku to Andrea Camilleri i jego seria przygód Komisarza Montalbana (poszczególne tomy są przetłumaczone na polski). Reportaż o zesłaniu Eddy Ciano po polsku dostępny nie jest, a szkoda bo to ciekawa historia, namiary na włoską książkę: Marcello Sorgi, Edda Ciano e il comunista. L’incofessabile passione della figlia de Duce, BUR Saggi 2010. Czytający po włosku amatorzy Komisarza Montalbana mogą podróżować z przewodnikiem: I luoghi di Montalbano (autorzy to Maurizio Clausi, Davide Leone, Giuseppe Lo Bocchiaro, Alice Panucci Amaru, Daniela Ragusa, wydane przez Sellerio editore, ja mam egzemplarz z 2007 r.). Montalbana można też obejrzeć w wersji serialu telewizyjnego.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s