[PL] Sycylijska majówka

maj 2011

Prowadzenie samochodu na Sycylii jest super. To jak play station tylko na żywo. Znaki, nikt ich nie traktuje nawet jak sugestii, więc jeden kierunek nie zawsze jest tylko jeden. Parkujemy gdzie się da, na przykład na środkowym pasie, bo trzeba wyskoczyć do sklepu, a skrajny prawy cały zapchany. Trąbimy, bo lubimy ten dźwięk. Zatrzymujemy się na środku skrzyżowania pogadać z kolegą, lub koleżanką, jadącą z naprzeciwka. Ale, na szczęście, to wszystko robimy bardzo powoli. W mieście 20 -30 km na godzinę, a i w trasie nie ma wyścigów. A widoki…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Mój plan wycieczki był prosty: dolecieć do Katanii, wynająć samochód i objechać wyspę w koło z krótkim wypadem na Wyspy Liparyjskie. Bo jeszcze mnie tam nie było… Marzyła mi się wycieczka panoramiczna ze szczególnym uwzględnieniem planów filmowych z serialowej wersji przygód komisarza Montalbana (i menu z wersji książkowych). Przed oczami miałam też szersze plany z Listonosza – filmu o Pablo Nerudzie i jego wygnaniu we Włoszech, ten super romantyczny film był częściowo kręcony na wysypie Salinie, stąd Wyspy Liparyjskie. A dodatkowo byłam też świeżo po przeczytaniu książki Edda Ciano e il comunista, o córce Duce, która po wojnie, na zesłaniu na wyspę Lipari romansowała z miejscowym komunistycznym partyzantem. W sumie ambitny plan, a prawo jazdy miałam od miesiąca.

Udało się! Ale plan uległ modyfikacji, ponieważ do wyprawy dołączył mój Tatuś (rocznik ’34) – amator morskich kąpieli, który potrzebował zanurzyć ciało codziennie w innym kąpielisku. Więc udaliśmy się w podróż rodzinną. Początek w Katanii (z wypadem na Etnę i zbieractwem żużlu, który teraz łapie kurz na półce – konkretnie, to zbierał Tatuś, pod hasłem: „pierwszy raz jestem na aktywnym wulkanie, to chcę mieć pamiątkę; kurz natomiast odkłada się na moich półkach”); potem Taormina i relaks w ogrodach Villa Comunale  (zaparkowanie w centrum graniczy z cudem, ale nie trzeba się pchać do centrum, bo są parkingi turystyczne na wjeździe; ale ja wjechałam – oczywiście!). Cudne widoki na zatokę i Etnę – każdy Wam to powie, a Tatuś między atrakcyjnymi krzakami roślinności wypatrzył nawet Świnię, żywą torpedę konstrukcji włoskiej z czasów II wojny światowej. Na prawdę żywą – bo sterowaną ręcznie przez płetwonurków…

Punkt kolejny – mniejsze wyspy: Milazzo – Lipari (prom samochodowy i potem małe promy między wyspami). Widoki super, ale, nie pozwólcie by odwróciły waszą uwagę od miejscowego wina. Z doświadczenia radzę, najlepiej od razu mieć plastikowe kanistry na malvasia passito, bo na miejscu trudno kupić, a garażowi producenci sprzedają, jak sama nazwa mówi, bezpośrednio w garażu i w plastikowych butelkach po wodzie. Garażystą o wybitnym talencie do winifikacji okazał się wuj naszego taksówkarza… Ale wysepki zasługują na oddzielny wpis i co najmniej 10 – 14 dni pogłębionej obserwacji uczestniczącej na przyszłość.

Wielki powrót na Sycylię i kąpiel w Cefalu’ z widokiem na normańską katedrę oraz wałęsanie się po Palermo w poszukiwaniu wrażeń, idealnych owoców morza (posiłki w Da Salvo, via Torremuzza), oraz przystanek muzyczny – poszliśmy do opery, czyli Teatro Massimo (nasi tu byli – Król Roger w 1949 r. ;-)) Dalej jazda na południe w rejony książkowo-filmowego detektywa Montalbana i ogólne zachwyty nad architekturą klasyczną: Valle dei templi (Agrigento), późny barok w dolinie Noto (czekolada w Modica – koniecznie). Krótki wypad do Caltagiorne (zakupy obłędnie pięknych ceramicznych głów – kolejna absolutna konieczność), na koniec Syrakuzy, w hotelu Gutkowski – historyczne centrum miasta czyli mała wyspa Ortygia. Kiedyś wrócę na Sycylię dla tego własnie miasta i hotelu, więc tu konieczny jest osobny wpis – tak było piękne. I na wyspy Liparyjskie też wrócę – po wino!

Choć życie to nie film, przygód nie brakowało, także dlatego, że za sprawą aktywności wulkanicznej zamknięto lotnisko w Katanii. Zmieniłam bilet na wylot z Palermo i zostałam na Sycylii dobę dłużej, ciesząc się kuchnią Trattoria da Salvo o jedną kolację więcej. To miejsce, to jedno z najweselszych wspomnień z tej wycieczki. Menu jest rozłożone pod parasolem – dosłownie palcem pokazujesz rybę lub skorupiaki, które chcesz zjeść. Porcje, jak widać na załączonej dokumentacji, godziwe. Stoliki zajmują trotuar, a ulica wcale nie jest wyłączona ruchu. Super klimat i pyszne jedzenie, czego chcieć więcej w maju, na Sycylii.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s